na styku

zapiski na styku obserwacji i prowokacji, cynizmu i liryzmu, blagi i powagi

Wpisy otagowane „z huty”

  • piątek, 27 stycznia 2012
  • wtorek, 28 września 2010
    • chory? forwarduj to!

      znowu jestem chora. no może nie znowu, skoro ostatni raz byłam w lutym? w każdym razie ponownie postanowiłam nie udawać zdrowej, kichając skrycie pod biurkiem, tylko poddać się wyrokowi medyka. brzmiał: przeziębienie i 4 dni zwolnienia. ja myślę, że to głównie przemęczenie, więc to zwolnienie spadło mi jak z nieba... drugi dzień śpię. śpię w nocy, śpię w dzień. cudownie!

      a co robię, gdy nie śpię? bawię się w forward managera. mój ex-szef był w tym niedoścignionym wzorem, ja jestem zaledwie juniorem. sprawdzam firmową skrzynkę i przesyłam dalej maile, które do mnie przyszły: tym zajmie sie dział x, tym dział y, to może poczekać, a to podeślemy na recepcję, z kolei to do działu obsługi klienta. rozdzielam maile wg naturalnych funkcji działów, nie żebym komuś wciskała coś, z czym nie ma nic do czynienia. genialne powiem wam. to dowód na to, że w dzisiejszych czasach można wykonywać swoją pracę całkowicie zdalnie i bezpośredni kontakt nie jest niezbędny [swoją drogą to niesamowite, ile deali już zrobiłam tylko poprzez e-maile, nawet nie widząc na oczy kontrahenta!]. ale ww. przedrostek "ex" ostrzega, że do czasu. w moim przypadku to tylko tydzień zwolnienia, więc mam nadzieję, że nie zdążę wszystkich wkurzyć!

      mam też czas pouczyć się do egzaminu na prawo jazdy - odświeżyć teorię i nastawić się psychicznie na praktykę. dwie zaprzyjaźnione współkursantki w ostatnich dniach oblały, a że na kursie byłam nieco w tyle za nimi, to nie nastawiam się na... na nic.

      jedno jest pewne - pójdę na ten egzamin baaardzo wyspana!

       

      [jak wszystko, tak i przeziębienie ma niestety swoje słabe strony...]

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „chory? forwarduj to!”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      tiferet
      Czas publikacji:
      wtorek, 28 września 2010 17:25
  • wtorek, 17 listopada 2009
    • święta, święta! sprzedaję święta!

      no i zaczęła się przedświąteczna gorączka. i oczywiście - tak, jak co roku w wigilię będzie w tv "kevin sam w domu" - tak w mediach będzie pełno sensacji. co kupić, gdzie kupić, a jak w internecie, to kiedy, żeby poczta to dostarczyła w terminie itd. już widzę copy-paste ubiegłorocznych artykułów. no ale w sumie, co tu można wymyślić, jak co roku są te same święta? w tym roku o tyle dobrze, że można dorzucić perspektywę kryzysu: czy polacy z powodu dekoniunktury zacisną pasa?

      dziś rano w radiu była dyskusja, czy to, że w handlu sezon świąteczny zaczyna się na dzień po zaduszkach nie zabija tegoż wydarzenia? te ozdóbki, lampki, promocje prezentowe na prawie 2 m-ce przed gwiazdką - czy to nie jest trochę na siłę? jak chodziłam do szkoły to mnie wkurzało, że w połowie wakacji pojawiały się hasła "witaj szkoło". bo przypominały o czymś przykrym. ale kampanie świąteczne mają przecież w sobie dużo pozytywnej energii... a im wcześniej się zacznie, tym więcej się sprzeda, wie to każdy spec od marketingu. szczególnie ci z coca coli, którzy rokrocznie ogłaszają święta (jako pierwsi emitując w tv reklamę "coraz bliżej święta").

      owszem, to śmieszne, a nawet irytujące, ale jeszcze bardziej irytujące jest sztuczne rozdmuchiwanie tematu... przecież tu działa czysta ekonomia! sklepy stosują ten sam mechanizm co np. biura podróży. a jakoś nikt sie nie czepia, że już teraz można kupić wycieczkę na lato 2010...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      tiferet
      Czas publikacji:
      wtorek, 17 listopada 2009 14:45
  • poniedziałek, 10 sierpnia 2009
  • sobota, 04 lipca 2009
  • środa, 27 maja 2009
    • o planowaniu konwersji

      czy zdajecie sobie sprawę z rangi planowania? i nie mówię o planowaniu rodziny (gdyby to skutkowało, połowy z nas nie byłoby przy komputerach teraz), ale o planowaniu dnia codziennego, weekendu, urlopu etc. mój kalendarz na gmailu jest pełny planów, z których nieco ponad połowę uda się zrealizować. ale to nieistotne, najważniejsze jest planowanie. jak mawiał prowadzący zajęcia na studiach – planowanie to warunek sine qua non! niestety nie pamiętam warunek czego. może dlatego, że nigdy poza planowanie nie wyszliśmy. ale to nieistotne, istotne jest, że byliśmy przygotowani… na to, co się w końcu nie stało. ale to nieistotne.  

      i tak sobie myślę, że to planowanie rzeczywiście jest ważne… chociaż to sztuka dla sztuki. if you want to make god laugh tell him about your plans – jak powiedział kiedyś woody alllen. ale planować trzeba, bo inaczej się człowiek gubi, musi mieć strukturę, celowość, związek przyczyna-skutek, czy jak wolą mędrcy – sens.

      i mogłabym tak długo i namiętnie filozofować na temat sensu planowania i planowania sensu, podczas gdy do pokoju wpada szef i mówi, że to wszystko nie ma sensu, jeśli współczynnik konwersji nie będzie powyżej 2%. i masz babo placek.

      nie umiem piec placków. ale umiem zrobić pesto według przepisu olci, sałatkę krewetkową i sos beszamelowy. i tu mam zawsze konwersję wyższą niż 2%! i jak zaplanuję, że w niedzielę będzie tagliatelle 4 sery, to choćby nie dowieźli parmezanu do supermarketu, i tak będzie. najwyżej 3 sery. wciąż konwersja powyżej 2%!

      gdzie ja jeszcze mam konwersję powyżej 2%? już wiem! nawet 200%! hihihi… ale to zagatka!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „o planowaniu konwersji”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      tiferet
      Czas publikacji:
      środa, 27 maja 2009 15:34
  • środa, 11 lutego 2009
    • update z zajebiaszczych poszukiwań

      kluczyk do szafki bossa się nie znalazł. przyszedł pan janusz z wiertarką i rozkręcił szafkę. wewnątrz był plik umów... wszystkie zostały oczywiście podpisane przez bossa i z dumą mi wręczone. patrzę, a to umowy sprzed pół roku. pytam, gdzie są te sprzed miesiąca... myśli, myśli, otwiera teczkę - o tu! ręce i cycki opadają...

      logo w epsie się znalazło. pani b. znalazła telefon do pani m., która kiedys składała pismo x, po godzinie poszukiwań dostałam na skrzynkę maila z załączonym plikiem-który-nie-otwiera-się-na-zwykłym-komputerze.

      ale to nic, największym sukcesem dnia dzisiejszego było przekonanie bossa, że zajebiaszcze ceny w mailingu dotyczącym gadżetów z wiadomego filmu będzie bardzo call to action (jego ulubiony zwrot).

      na koniec pewne katolickie pismo pochwaliło firmę, w której pracuję. koledzy w pokoju pytali, ile zapłaciłam księdzu za ten artykuł. ile? cołaska!

      amen

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      tiferet
      Czas publikacji:
      środa, 11 lutego 2009 22:52
    • sekscytujące dni robocze

      [poniedziałek]

      wchodzę do firmy, w pokoju przechodnim na drodze do mojego, na szafce siedzi dmuchana lala, pytam bartka, co to za jedna

      bartek: to asia. ty nie chciałaś, to musiałem sobie taką kupić..

       

      [wtorek]

      lala nadal siedzi.

      ja: myślisz, że będę zazdrosna i się złamię?

      bartek: przejrzałaś mnie…

       

      [środa]

      lala leży, bez powietrza.

      ja: a coś ty jej zrobił?

      bartek: no wiesz, przechodzisz tak tędy codziennie, w końcu mi się nazbierało…

      ja: to dobrze, że się nie złamałam, ładnie byś mnie urządził

      bartek: to byłoby życiowe przeżycie!

      ja: to byłoby moje ostatnie życiowe przeżycie…

       

      [chińska fabryka lalek dla chłopców. dziewczyna w białej bluzce wygrała casting na modelkę-wzorzec] 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      tiferet
      Czas publikacji:
      środa, 11 lutego 2009 15:27
  • piątek, 06 lutego 2009
    • na czym polega algorytm stratny jpg-a...

      ...oprócz straty danych, którym ulega obraz podczas kompresji? traci się bardzo dużo czasu, żeby wytłumaczyć różnicę między nim, a kompresją niestratną...

      otóż z doskoku jestem konsultantem ds. nowego layoutu - tak to dumnie nazwijmy - pisma x dotyczącego tematyki gospodarczej.

      [dzień pierwszy]

      na spotkaniu mówię do sekretarz redakcji: pani b., bardzo prosimy o podesłanie loga - wektorowego, czyli np. w formacie eps.

      pan p. (p.o. naczelnego) pyta, co to za plik ma być.

      sekretarz redakcji odpowiada: taki panie p., którego nie może pan otworzyć na swoim komputerze.

      pan p.: aha.

      o ja naiwna! nie wzięłam tej dyskusji na poważnie i nie przewidziałam wynikłych w niedługim czasie komplikacji...

      oto wymiana maili między mną, redakcją, a studiem graficznym:

      [dzień drugi]

      sekretarz redakcji przesyła plik. oczywiście jest to kiepskawy jpg. ponawiam prośbę i po paru godzinach dostaję wiadomość...

      grafik: agata, dostałem świetnego jpg-a...

      piszę więc do pani b.: dostaliśmy logo w jpg-u, musimy mieć logo w krzywych, np. eps, ai, cdr...

      [dzień trzeci]

      grafik: dostełem eps-a, ale z jakiejś starej reklamy środka na cellulitis (niezbędny w każdym gospodarstwie :). jak widać, nie wszystko, co ma rozszerzenie eps to logo...

      [dzień czwarty - dzisiaj]

      pani b. szuka loga.

       

      ***

      na szczęście x to miesięcznik...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      tiferet
      Czas publikacji:
      piątek, 06 lutego 2009 15:53
  • poniedziałek, 02 lutego 2009
    • ogarniasz kuwetę?

      e: szef mi wysłał jakiegoś maila dziwnego w outlooku... co to jest task?
      ja: to jest zadanie do wykonania.
      e: a jak mam się dowiedzieć, co w nim jest?
      ja: musisz je zaakceptować, a wtedy się dowiesz.
      e: sprytne.

      [5 min później]
      e do m: co dajemy do mailingu walentynkowego?
      m: może zestaw czekoladowy?
      e: ma dobrą cenę - 39 zł. albo zestaw truskawkowy, przeceniony z 99 na 69 zł.
      ja: weź truskawkowy. ma lepszą cenę.
      e: czekoladowy też ma dobrą.
      ja: 69 to lepsza cena na walentynki.
      [chwila ciszy...]
      m: ano tak. w klimacie!

      [30 min później]
      ja do p: wiesz co, jest 14 a ja jeszcze nie byłam siku! taka jestem zarobiona...
      p: ja mam inną teorię. jak się pije w weekend, organizm jest odwodniony i...
      ja: oj wypraszam sobie! wczoraj nie piłam.
      p: widać to jeszcze z soboty...
      ja: no wiesz... to aż tak nieprawdopodobne, że mam duzo pracy?
      p: mniej prawdopodobne niż to, że balowałaś cały weekend...


      idą dwa koty przez pustynię. idą, idą... w końcu jeden mówi do drugiego: k***, nie ogarniam tej kuwety!

      mój task na ten tydzień: jakoś ogarnąć tę kuwetę. bo nie dożyję 69... lat!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      tiferet
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 02 lutego 2009 16:25