na styku

zapiski na styku obserwacji i prowokacji, cynizmu i liryzmu, blagi i powagi

Wpisy otagowane „afisze i neony”

  • niedziela, 18 grudnia 2011
    • jestem reklamożercą, ale wybrednym

      jeśli chodzi o noc reklamożerców, to polecam zostać fanem ich fanpage'a i zajrzeć tam dzień po imprezie. wszystkie smakowite kąski fani wrzucą sami. nie powiem - pokazanych zostało kilka majstersztyków, ale dla zapełnienia czasu (bo nie wiem, jaki mógł być inny powód) i sporo badziewia... takich niby śmiechowych, a tak naprawdę obleśnych spotów. szczególnie o 2-3 w nocy człowiek staje się krytyczny... jeśli noc reklamożerców jest pokazem najlepszych reklam, to przed wami the best of the best:

      mój typ to reklama, która kapitalnie podsumowuje kobiecą naturę:

      

       

      Grzesiek docenił mężczyzn z talentem...

      

       

      ja uwielbiam reklamy samochodów, szczególnie z fantazją zamiast peanów na temat osiągów silnika:

      

       

      z odniesieniami do kultowych scen filmowych:

      

       

      prosta i pomysłowa reklama arabskich wiadomości:

      

       

      i fajne zaskoczenie od mc donald's 

      

       

      coś dla panów, czyli jak wygrać z czekoladą w oczach pań?

      

       

      i na deser serek panda. nie chcecie deserku? nie radzę...

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      tiferet
      Czas publikacji:
      niedziela, 18 grudnia 2011 14:35
  • poniedziałek, 04 kwietnia 2011
  • piątek, 11 września 2009
    • wydaliny copywriterów

      gdy wstaję rano, w radiu budzi mnie żanet kaleta, która poleca mi płyn do higieny intymnej. na wypadek gdybym czuła się niekomfortowo po zbliżeniu z partnerem tudzież obtarłabym sobie to i owo stringami.

      pałaszuję sałatkę w południe, słyszę jak pan w radiu zapewnia panią, że może zawsze i wszędzie i że z danym medykamentem erekcja gwarantowana.

      wracam do domu autobusem, a z billboardów łypie na mnie jamnik i jego „twarde dowody” na jakość karmy. zdarza się jeszcze hydraulik, czyli specjalista od tyłu, i jego hemoroidy. cóż za wysmakowana gra słów!

      doskonale wiem z lekcji biologii, że egzystencja sprowadza się do pochłaniania i wydalania, ale litości! czasem chcę się połudzić, że poza rozrodem i metabolizmem coś jeszcze ma znaczenie. nawet dla reklamodawców. i jeśli już ktoś zbija kasę na moich potrzebach fizjologicznych, to mógłby się trochę wysilić… zamiast niby figlarnych żartów (które dla mnie są po prostu prymitywne) wolałabym już aptekarski, nawet quasi-naukowy przekaz. ale nie w wykonaniu żanet kalety i jej opowieści o nieuświadomionych w kwestiach higieny  młodych matkach i ich upławach. po wysłuchaniu takiego komunikatu każda kobieta czuje się jak idiotka i zaczyna wstydzić się tego, że nosi stringi. bo teraz pewnie każdy facet myśli, że jak nosi, to ma jakiś meksyk między nogami.

      jak ktoś miewa tego rodzaju problemy, to na pewno załapie i nie trzeba mu pokazywać dupy hydraulika ani siermiężnie „oswajać” ze wstydliwa tematyką. bo poczucie humoru producenci tychże leków to mają… klocowate.

       

      to sobie ulżyłam. i mam na to twarde dowody!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „wydaliny copywriterów”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      tiferet
      Czas publikacji:
      piątek, 11 września 2009 13:20
  • środa, 19 sierpnia 2009
    • zmieniam strategię

      już mi się znudziło mówienie, że nie mamy budżetu na dane badanie, działanie reklamowe czy badziew zwiększający usability strony. postanowiłam zmienić strategię. teraz mówię, że dziękuję za ofertę, ale dopiero co zrobiliśmy takie badanie, właśnie zakończyliśmy podobny projekt itp. tak więc - zamiast mnie przekonywać przez kwadrans, że warto wywalić kilkanaście tysięcy na jakąś raczej gadżeciarską niż funkcjonalną aplikację czy badanko-sranko - rozmowa kończy się po 15 sekundach na mojej zgodzie na wysłanie oferty mailem, którą bez czytania wywalam do kosza. jestem chyba zakałą telemarketerów...

      ale wiecie co. zazwyczaj sami nie wiedzą, co sprzedają. przy drugim-trzecim pytaniu odpadają. wystarczy zapytać, jak mierzą skuteczność, jakie mają zabezpieczenia itp. ale już przestało mi sprawiać satysfakcję podcinanie im skrzydeł. choć okropnie irytuje mnie pierwsze zdanie, które pada zaraz po przedstawieniu się (co to za nowa maniera?): nie dzwonię, żeby pani coś sprzedać. nie, skądże. dzwoni pan/pani z pytaniem, jaki mamy numer konta, bo chcieliby państwo przelać nam od razu kasę, którą zarobimy w wyniku zastosowania proponowanej usługi, której absolutnie nie musimy kupować. bełkot.

      ale odpuszczam. z moją nową strategią wszystkim jest milej. im, bo nie mają poczucia porażki, mnie, bo utrzymuję się w przekonaniu, że jestem sympatyczną osobą.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „zmieniam strategię”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      tiferet
      Czas publikacji:
      środa, 19 sierpnia 2009 12:10
  • wtorek, 24 czerwca 2008
  • środa, 19 grudnia 2007
    • be a pepper

      to niesamowite, jaką siłę rażenia ma product placement. natka kupiła niedawno w szkolnym sklepiku dr peppera. napój tyleż znany z amerykańskich filmów, co trudno dostępny w polsce. i chociaż można go kupić w niewielu miejscach (lokalizacje te są bardzo poszukiwaną informacją na wielu forach dyskusyjnych) i niewielu zna ten słodki smak, to większość jak sądzę i tak błyskawicznie rozpoznaje logo. przynajmniej większość kinomanów. dr pepper to bohater wielu filmów z lat 70. i 80. (nawet "powrotu godzilli", a z nowszych: "cast away" i "spider-man"), ale nade wszystko "forrest gump" - dlatego mam do niego słabość.

      dla tych, co nie mieli w ustach tegoż benzoesanowo-sodowego wynalazku opisuję wrażenia smakowe: karmelowo-jakiś, podobny do coli, ale bardziej landrynkowy. anżykowy? mocno perfumowany. ponoć ma mniej cukru niż pepsi, ale dla mnie to ulepek. dobry, ale naprawdę ulepek! może bliżej mu do cherry coke? trudno go doprawdy opisać, ale bardzo charakterystyczny.

      co ciekawe w różnych krajach, różne - konkurencyjne! - firmy mają prawa do produkcji i/lub dystrybucji napoju. marka należy do cadbury schwepps, ale licencję na jej wykorzystywanie miewają i coca cola, i pepsi. ciekawe czemu, mimo iż dr pepper produkowany jest w polsce w michrowie, praktycznie nie można go znaleźć na sklepowych półkach? fora donoszą, że w warszawie jest dostępny w sklepikach na niektórych stacjach metra i w hali marymonckiej, a w polsce np. w sieci careffour, ale też nie wszędzie.

      szkoda, bo to mocny brand. przebiłby się do czołówki przy dobrej reklamie i rolach w polskich komediach romantycznych. marketing szeptany już ma rozwinięty. co jakiś czas pojawiają się spekulacje, że napój wejdzie na nasz rynek i pobije konkurencję mocą równą legendarnemu sloganowi w usa: be a pepper. hmmm... czyżby napój dla niegrzecznych dziewczynek?

      (fot. by nat)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      tiferet
      Czas publikacji:
      środa, 19 grudnia 2007 00:23
  • poniedziałek, 15 października 2007
    • to już w niedzielę!

      dzięki wspólnym wysiłkom kilku organizacji pozarządowych, agencji reklamowej oraz tomka sikory powstała bardzo trafiona moim zdaniem kampania zachęcająca do udziału w wyborach 21 października. zasadność takiej akcji jest dla mnie bezdyskusyjna. skuteczność najlepiej zweryfikuje rzeczywistość. niemniej spoty telewizyjne wydają mi się bardzo udane i słusznie tak mocno zróżnicowane stylistycznie:
       
      - south park:
       
       
      - politechniczny minimalizm:
       

      - kino offowe:

       
      wszystkie są jednak dość "ambitne"... może dla uwzględnienia pełnego wachlarza grup docelowych, w jedynym powinna wystąpić doda? przewiązana niewielkiego rozmiaru polską flagą albo z białymi orzełkami strategicznie rozmieszczonymi...

      pomysłodawcy częściowo nadrabiają w inny sposób. nowatorskim pomysłem jest wprowadzenie elementu interaktywnego do całej kampanii. wchodząc na stronę www.21pazdziernika.pl, można zaprojektować własny, prosty banner tekstowy (w tej chwili jest ich już kilkanaście tysięcy). niektóre są banalne, wiele subiektywnych, wręcz agresywnych, nie brakuje absurdalnych czy podważających wysiłek twórców akcji. jeśli jednak cała zabawa aktywizuje tak, jak wciąga, to chwała pomysłodawcom. parę ciekawszych przykładów haseł internautów (pisownia oryginalna):

      ZAGŁOSUJĘ BO...

      - ghjghj

      - do urny jest bliżej niż do biura pośrednictwa pracy w Londynie

      - bedzie to mój pierwszy raz

      - nie idąc, głosujesz na PiS!

      - paszport zaczyna mi sie otwierac w kieszeni

      - kocham moją Anię

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      tiferet
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 15 października 2007 02:00