zapiski na styku obserwacji i prowokacji, cynizmu i liryzmu, blagi i powagi
Wpisy otagowane „sprawunki”
stoisko z akcesoriami karnawałowymi w galmoku. oglądam maski weneckie i słyszę, jak dziewczyna obok pyta sprzedawczynię: czy może mi pani doradzić? szukam czegoś w stylu lady gagi, jakiś kapelusik czy coś. będę ubrana na czarno...
podnoszę wzrok. dziewczyna wygląda jak pączek w maśle - mała, okrągła brunetka z kartoflanym nosem.
są dwie rady: zmienić postać na gossip albo udać się do mięsnego. półkilogramowy stek na głowie powinien rozwiązać problem.
sprzedawca w e.: czy zapakować to pani w papierową torbę ekologiczną?
ja: płatną?
sprzedawca: tak, 80 groszy.
ja: to dziękuję, poproszę tę bezpłatną.
sprzedawca: przyczynia się pani do niszczenia środowiska.
ja: bo akurat ścinanie drzew na te papierowe torby jest ekologiczne... [sprzedawca zrobił bardzo strapioną minę... nie wiem czy bardziej przez to, że nie udało mu się mnie naciagnąć na 80 groszy czy tym, że torby papierowe nie są wcale takie ekologiczne, ale mnie wzruszył, więc dodałam]... proszę się nie martwić, wystarczy, że ja jestem biodegradowalna.
sprzedawca: a wszystko i tak pochłonie wojna nuklearna.
dyskusje podsumowało piknięcie terminala i wydruk potwierdzenia transakcji. wymieniliśmy kurtuazyjnie "dziękuję bardzo", "do widzenia" i grymas z rodziny uśmiechowatych. rozstaliśmy się w poczuciu ogólnego bezsensu, ale i usprawiedliwieni.
(ripostę szczerze polecam w rozmowach ze sfingowanymi zielonymi z pierwszej zmiany.)
wszystko, co jest ci potrzebne można kupić przez internet. jeśli czegoś nie da się kupić przez internet - nie potrzebujesz tego.
tak sobie tłumaczę i trzeci tydzień zbieram się na shopping, bo przecież wiosna i trzeba odświeżyć garderobę...
no cóż, może ciężko w to uwierzyć, ale niektóre kobiety nie mają typowo babskich potrzeb (albo raczej zwyczajów, bo ciuchy to ja potrzebuję i lubię, nie lubię tylko ich kupować), za to mają kilka męskich...
ostatnio śniło mi sie czarne porsche.
dostaję dziś indywidualizowany newsletter ze sklepu internetowego. wśród polecanych książek trzy wymowne tytuły: seks, mafia i księga ziół. wśród filmów: desperado.
wtf?
kolega pyta na psi: szukam info o zależności rozmiarów ubrań a noszonego stanika. wiesz coś na ten temat?
ja: w sensie, że jak nosisz rozmiar 42 to masz biustonosz 80B?
kolega: tak.
ja: niestety to tak nie działa, nie da się wprost przełożyć jednego na drugie.
kolega: ale może istnieje jakakolwiek zależność standardowych wymiarów kobiety i jej biustu?
ja: nie, bo to kwestia figury. np. noszę te same bluzki z moją mamą, ale zupełnie inne biustonosze. to jak zależność między rozmiarem kołnierzyka i buta...
kolega: oj tam, kogo ja pytam, ty nie jesteś standardowa!
ja: oczywiście, że nie. ideał nie może być standardem.