na styku

zapiski na styku obserwacji i prowokacji, cynizmu i liryzmu, blagi i powagi

Wpisy otagowane „ogony”

  • poniedziałek, 23 stycznia 2012
    • rzekoma ciąża pozaosobnicza

      czy tak się nazywa coś takiego, kiedy twojej koleżance ubzdura się, że jesteś w ciąży?

      najpierw klient zainteresowany współpracą wysłał mi taki pakiecik, jaki kobiety dostają w szpitalach, szkołach rodzenie etc. już się na mnie dziwnie koleżanka z sekretariatu patrzyła, gdy odbierałam jakieś pudło z pampersami, odżywkami i innymi akcesoriami. potem ten sam klient przysłał mi książkę o wychowaniu dzieci, którą miałabym promować. tu już padło pytanie wprost: czy ty przypadkiem nie jesteś... krótkie, ale wymowne nie, to projekt, nie wymazało jednak podejrzeń. wszak każda dziewczyna na początku miga się od odpowiedzi. pasuję do schematu.

      mała dygresja a propos. nie będzie miło, ale myślę, że trzeba o takich rzeczach mówić, by nie powodować niepotrzebnych przykrości. już czuję, że po pytaniu "a kiedy dziecko?", następnym wkurzającym będzie "czy jesteś w ciąży?", kiedy rzeczywiście już w niej będę. dlaczego ludzie nie szanują tej najbardziej prywatnej ze stref? ludzie jak ludzie, ale chociaż kobiety powinny być wobec siebie trochę bardziej wyrozumiałe i taktowne. dla mnie oczywistym jest, dlaczego wiele kobiet nie przyznaje się na początku do swojego stanu. niestety, ale mam wrażenie, że ciekawość u otoczenia (żeby nie nazwać tego inaczej) bierze górę nad empatią. a nie ma nic bardziej niewygodnego i bolesnego, niż tłumaczyć się z takich spraw i z takiej straty.

      ale wracając do mej koleżanki-detektywki. dziś, kiedy powiedziałam jej, że strułam się wczoraj sałatką i idę do domu, bo zbyt często odwiedzam toaletę, poleciła mi już kupić test ciążowy. zdobyłam się na wylewność i przyznałam, że to wątpliwe, biorąc pod uwagę dzień cyklu. chyba z tuzin jej psiapsiół było w ciąży utajonej, czyli miało wszelkie zaprzeczającej oznaki, a mimo to było w stanie błogosławionym. tak więc na koniec lawiny historii potwierdzających podejrzenia, koleżanka p o w a ż n i e zaleciła mi test, to nie będę się stresować. i wiecie co... ona jest tak przekonana o mojej ciąży, że ja już sama zaczynam wątpić...

      - wyobraź sobie, mój synek jest urojony. mąż wrócił po 2 latach z wojny, a tu dziecko.

      - mój prawdziwy, ale jego ojciec twierdzi, że sobie uroiłam, że to jego.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      tiferet
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 23 stycznia 2012 18:50
  • sobota, 07 maja 2011
    • xx versus xy

      wertuję internet pod kątem e-booków (żeby nie było!). trafiam na rekomendację książki: kiedy jednak urodziłam trzecią córkę, postanowiłam przeczytać (szkoda, że tak późno) jego poradnik "chłopiec czy dziewczynka. czyli jak zaplanować płeć dziecka". no i kiedy jej najstarsza córka urodziła syna (z pomocą książki oczywiście), ona postanowiła postarać się o czwarte dziecko, płci męskiej. i tak wnuk bohaterki jest starszy od swojego wujka.

      padłam. najbardziej przy fragmencie szkoda, że tak późno. ile jeszcze potrzeba czasu, by równouprawnienie sięgnęło podstaw naszej mentalności? bo wydaje mi się, że to właśnie z pokutującej wciąż patriarchalnej moralności w naszej kulturze wynikają te kompleksy niektórych kobiet, które nie urodziły syna...

      to wariactwo naprawdę przyjmuje niemałe rozmiary - w pracy koleżanki spierają się, czy lepiej mieć chłopca czy dziewczynkę. dyskusja schodzi do argumentów chłopcy mają łatwiej w życiu, drugi obóz broni sie słowami syna odbierze ci kiedyś jego żona, córka zawsze będzie dla ciebie, bo córki są bliżej z matkami. ostatecznie dochodzi do takich absurdalnych "za" i "przeciw" jak nie znoszę różowego, dobrze, że nie mam córki oraz chłopcy się pytają, jak mają coś zrobić, dziewczyny nie pytają, tylko robią. są sprytniejsze. nawet nie próbuję tego podsumować, każdy broni swego.

      zastanawia mnie tylko, jak to jest, że mężczyźni chcą jednak częściej synów, a kobiety córki (po ciuchu), a potem słabości i tak mamy na krzyż.... stąd córeczki tatusiów i mamisynki.

      ale kulturoznawcą czy socjologiem nie jestem, może się mylę... tylko to wszystko jest takie mechaniczne... teraz nie kochanie, bo może być córka. i przykre... no może następnym razem uda się nam syn.

      czytam właśnie "nowy wspaniały świat" huxleya, jakoś podejrzanie składa mi się to w jedną całość.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      tiferet
      Czas publikacji:
      sobota, 07 maja 2011 11:56
  • poniedziałek, 28 września 2009
  • poniedziałek, 19 listopada 2007
    • nadzieja polskiej muzyki!

      to igorek. filmik sprzed roku, miał wtedy 4 latka. chyba nieźle rockuje!?

       
       
       
      ja też chcę takiego brzdąca. tylko, kurcze, zanim dojdzie do tego wieku, to przyjdzie mi zwariować... ale jak będzie taki zdolny, to może mu wybaczę, że ma charakterek po mamusi...
       
      a propos, moja mama mówi, że coś mi się ostatnio za bardzo dzieci podobają. to chyba dlatego, że mnie dorośli zawodzą. któregoś dnia się wkurzę, trzasnę drzwiami i zajmę się tym, o czym marzyłam mając tyle lat, co igor. zostanę panią od wycinanek.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      tiferet
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 19 listopada 2007 00:37
  • wtorek, 25 września 2007
    • niczyja

      jestem niczyja! gdy któraś z nas – moja siostra lub ja – narozrabia, rodzice spierają się, którego z nich córeczką jesteśmy. mama wczoraj powiedziała, że jej córka jest w szkole. tata też nie chciał połamańca. i tak oto zostałam sierotką. ciekawe, jaki podział będzie dzisiaj, kiedy moja siostra będzie zeznawać na komendzie!? (w charakterze świadka na szczęście).

      powiedziałam tacie, żeby się cieszył, że ma córki, bo podobno to chłopców się trudniej wychowuje. po chwili zastanowienia odparł – jakbym miał synów, to kto wie… może jeden siedziałby w ciupie, a drugi na odwyku. masz rację, jeszcze nie jest źle!

      ***

      na komendzie spotkali niemłodego, cherlawego mężczyznę z ręką w gipsie. miałem się zgłosić tutaj, zostałem pobity przez córkę.

      tak więc mój tata nie zmiękł i nie adoptował mnie na powrót...

      (ja, lat 2,5)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      tiferet
      Czas publikacji:
      wtorek, 25 września 2007 11:58