zapiski na styku obserwacji i prowokacji, cynizmu i liryzmu, blagi i powagi
Wpisy otagowane „słucham”
jest śliczna, stylowa i elektryzuje brzmieniem, jak joss stone!
ale ja naprawdę lubiłam tę:
dziun wydaje własną płytę. znana części publiczności ze współpracy z indios bravos, a części z okładek kolorowych magazynów. modelka i wokalistka, jak mało obecnych postaci polskiej sceny artystycznej, jest naprawdę piękna i naprawdę utalentowana. a przy tym potrafi pokazać pazurki. to lubimy.
po obejrzeniu pierwszego klipu, chciałoby się - choćby z sympatii - jako podsumowanie po prostu przytoczyć jego tytuł, ale nie można... nie można, bo pozostaje niedosyt. wizualnie ładnie. tekstowo przyjemnie. ale wokalnie za mało... tę panią stać na więcej. także mam nadzieję, że na płytce znajdą się ciekawsze, pokazujące jej zdolności wokalne utwory.
ślub ślubem, praca pracą, a tu są rzeczy ważne i wymagające odnotowania. jak nowy album red hotów.
mojemu madzikowi na emigracji ów wpis dedykuję :)
i odpowiedź trójmiasta na projekt warszawiak:
moja mama miał kiedyś płytę analogową, ale babcia wyrzuciła, jak się mama wyprowadziła. grzesiuk z kapelą czerniakowską śpiewał "nie bądź za cwany w UNRĘ odziany" (UNRA - pomoc amerykańska dla europy po wojnie). garlicki śpiewa "w skórkę odziany". stare, ale dobrze odswieżone... z fantazją, to lubię!
hm, chyba się pospieszyliśmy z kapelą na wesele... mogliśmy wziąć ich!
najczęściej słyszę od Grześka, że jestem głuptas i świntuch. czasem, że wariatka.
moim zdaniem nie za dobrze to o nim świadczy.
no bo ja zadaję się z porządnym chłopcem.
a on z kim!?
już za długo się nic niecodziennego w moim życiu nie działo. pewnie dlatego dałam się namówić sroni na kurs tańca, ale żeby było ciekawiej - tańca latynoskiego. i tak o to co czwartek pomykamy na zajęcia, gdzie piłujemy nasze zawiasy biodrowe w rytm salsy, rumby, samby i takich tam. generalnie mamy problem z odróżnieniem tych tańców od siebie, we wszystkich trzeba dużo ruszać tyłkiem, tylko tempo się zmienia. ja najbardziej lubię rock'n'rolla (bo go odróżniam od reszty he, he).
sronia mówi, że instruktorka ma za mało ikry. mądrala. jak chodziłam w czasie studiów na taniec nowoczesny z elementami hip-hopu, to miałam serdecznie dość nadwyżek ikry u instruktora (bez skojarzeń!). z zajęć nie wychodziłam, tylko się wyczołgiwałam, a strój można było wyżymać. buty po pół roku nadawały się tylko do prac w ogródku. kolejne trzy dni omijałam wszelkie schody i wybierałam windy, takie miałam zakwasy i czułam każdy mięsień (o istnieniu niektórych nawet wcześniej nie wiedziałam). także dziękuję, dla mnie jest wystarczająco energicznie, zawsze się i tak zgrzeję przy tych wszystkich szase i niujorkach, ale na drugi dzień czuję się wyśmienicie, bo nic nie czuję. zresztą sronia tylko taka gada, sama się przyznała, że jeśli chodzi o tempo, to powyżej tanga wysiada.
wczoraj tańczyłyśmy merengue. brzmi dumnie, nie? najpierw dziewczyna powiedziała, że to taki taniec na kaczuszki. myslę sobie, jak ja mam zaimponić grzesiowi mówiąc, że tańczyłam kaczuszki!? przecież on to pewnie już w przedszkolu tańczył! ale na szczeście jest na to bardzo ładna, profesjonalna nazwa. inna rzecz, że - sprawdziłam na wiki - nazwa ta oznacza "ubite jajko", ale tego już nie będę mu mówiła.
[jeszcze ze 3 lekcje i też będziemy ze sronią w tv gościnnie tańczyły merengue, jak j.lo]
matko kochano, co ze mnie za fanka! od miesiąca kraży nowe video indios bravos, a ja dopiero dziś je odkryłam!
a 13 listopada gutek i s-ka grają w palladium. pozycja obowiązkowa w kalendarzu!