zapiski na styku obserwacji i prowokacji, cynizmu i liryzmu, blagi i powagi

Wpisy z tagiem: social media

środa, 20 kwietnia 2011
niedziela, 08 listopada 2009

chyba nabawię się schozofrenii przez to ciągłe przelogowywanie się z konta prywatnego na firmowe na facebooku. muszę ciągle pilnować, czy status, który ustawiam, na pewno ustawiam sobie. no bo nie wiem, co klientów mojej firmy może obchodzić, co będzie na kolację albo jakiś cytat z widzianego ostatnio w filmu. moich znajomych też nie wiem, co to obchodzi... choć zawsze wywiąże się dyskusja, ktoś podrzuci przepis na sałatkę z arbuzem i fetą lub podyskutujemy o tymże filmie.

pół biedy, gdy to na swoim profilu wrzucę jakiegoś branżowego newsa lub info o promocji. w drugą stronę histeria jest dużo większa i trzeba mnie widzieć, jak w szale walę w touchpada w przycisk "usuń". ufff...

wczoraj to już pobiłam samą siebie. zrobiłam sobie test o tematyce męsko-damskiej, którego wyniki opublikowałam nieopatrznie na koncie firmowym. nie jestem pewna, czy moja firma potrzebuje akurat tajemniczego, chłodnego, ale nieokiełzangeo meżczyzny. w razie czego grałabym, że to ogłoszenie - poszukujemy nowego managera czy coś. na szczeście się kapnęłam w porę, a że pora była późna, to raczej nikt nie widział.

niemniej zachowuję się co najmniej tak idiotycznie jak bridget jones. i to obraźliwe porównanie powinno być dla mnie porządną nauczką!

 

czy na pewno zostawiłam wpis na moim blogu? czy to nie był firmowy intranet? i co to za dziecko? jak to nie ma żadnego dziecka?

środa, 08 lipca 2009

bridget bardot powiedziała kiedyś, że świat jest mały i pewnego dnia wszyscy spotkamy się w łóżku. ja bym powiedziała, że na facebooku. myspace z miejsca promującego alternatywną muzykę stało się randkownią jakich wiele (i tylko to ich jeszcze trzyma przy życiu), nasze rodzime klasery na znajomych kuleją. grono się już zatyka i brakuje mu pomysłów na siebie (obecnie to mniej udana kalka facebooka, a tzw. branża szepcze o kłopotach), nasza klasa wyżej pewnego pułapu nie podskoczy… a facebook ma niesamowitą umiejętność łapania liderów, za którymi przychodzą tabuny znajomych, znajomych-znajomych itd. co tu dużo gadać, są najbardziej kreatywną społecznością, najbardziej interaktywną i wciąż mnie zaskakują, jak z akcją z prototype.

no i spróbujcie się wypisać z facebooka. ha! owszem, nie trudno znaleźć przycisk sign out, ale konto wcale nie znika i znajomi wciąż będą tam do ciebie pisać, a ty będziesz dostawać powiadomienia o oczekujących wiadomościach na skrzynkę e-mailową… ileż można się tłumaczyć: nie, nie czytałam wiadomości na facebooku, mówiłam ci, że już mnie tam nie ma, pisz na gg/grono/nk (niepotrzebne skreślić). w odpowiedzi zawsze słyszysz: jak to cię nie ma? mam cię w znajomych! nie ma bata, w końcu ulegniesz i na nowo się zarejestrujesz.

facebook rulez. bez dwóch zdań. a jaka jest jego podstawowa wyższość nad innymi serwisami? mało kto ma blokadę na facebooka w pracy!

poniedziałek, 01 czerwca 2009

jednym z moich nowych obowiązków w pracy jest ćwierkanie. po polsku blipowanie. na polecenie służbowe założyłam profile mojej firmie na mikroblogach – amerykańskim twitterze i polskim blipie. i teraz, świątek-piątek, muszę informować społeczność tych serwisów, co u nas się dzieje. przyznam, że zastanawia mnie fenomen tej mikrokomunikacji, zwanej też nową erą dziennikarstwa, o której ciekawie pisze ostatni marketing&more. a o fenomenie można mówić, skoro twitter notuje tysiąc aktualizacji na minutę. w mig możesz wiedzieć, co kto jadł na śniadanie i jakiego ma głupiego szefa. zamiast stress balla, wchodzisz na swój profil i wylewasz żale, frustracje. 140 znaków wystarczy też na radosne informacje, że właśnie naprawiłeś kran, albo zaraz w tv będzie twój ulubiony serial. obserwują cię setki userów, ty obserwujesz ich i już nie jesteś taki samotny w świecie. wiadomo, kto nie istnieje w sieci, ten w ogóle nie istnieje. odpowiedni szablon, charakterystyka na 160 znaków, stylizowane zdjęcie i już masz brand new & fresh identity.

rozmaite firmy i media wykorzystują serwisy jak narzędzia marketingowe, a aspirujący do zawodu dziennikarza właściciele 3 blogów, profilu na myspace, facebooku itp. dzielą się z anonimowymi „followerowcami” swoją radosna twórczością. cóż, internet to gigantyczny śmietnik, tysiące słów, puste umysły jak to kiedyś zgrabnie ujął kalashnikov. ale oczywiście jak na każdym śmietniku i tu można znaleźć perełki.

znawcy tematu w pewnym momencie prognozowali upadek twittera i jemu podobnych serwisów, przyszłość należeć miała ich zdaniem do nanoblogów, jak czytam w m&m. 140 znaków to za dużo, wystarczy przecież 26, by świat wiedział, że istniejesz. to był żart primaaprillisowy, ale świetnie oddaje specyfikę naszych e-czasów.  

ja już chyba odpadam. ostatnio nawet nie chce mi się opisów na gg ustawiać. po kilka dni nawet go nie włączam. na gronie to samo. facebooka zaniedbałam, jak mi wyszło w teście „jakim jesteś butem?”, że japonkiem. płaska, uwiera miedzy palcami i szybko się rozkleja? zero identyfikacji. skąd to odcyfryzowanie? proste. pochłaniają mnie analogowe uczucia.

ech, dobrze, że jednak mam bloga i mogę wam o tym wszystkim opowiedzieć, he he.

***

tak mi zabrzmiał w głowie kawałek red hotów:
can't stop the gods from engineering
feel no need for any interfering
your image in the dictionary
this life is more than ordinary

***

[pamiętaj, żeby opisywać na twitterze wszystko, co robisz, gdy jesteś sama w domu. tylko bez wymówek! tatuś codziennie będzie sprawdzał twój profil i jak nie zobaczy żadnego wpisu, dostaniesz szlaban na zlotowlosybrzdac.com]

piątek, 21 grudnia 2007

miałyśmy iść z kają w krzaki na wigilijnego browarka (krzaki to taka nasz familiarna nazwa dla pubu na styku mojego i jej osiedla). ostatecznie jednak zboczyłam do jej domu i taka już zoboczona pozostałam do końca wieczoru. w pewnym momencie kaja zapytała mnie, czy jestem na portalu nasza klasa. ja nie, ale moi rodzicie się wciągnęli - odpowiedziałam. od paru tygodni nie mogę ich odciągnąć od komputera.

rodzice odnaleźli pojedynczych, starych znajomych i teraz opowiadają mi z wypiekami na twarzy, że ten to ma stadninę koni, a tamten trzy razy się rozwiódł... ale to jeszcze nic. mojej mamie tak się spodobało organizowanie klasy (muszą ją dopytać, czy kiedyś była przewodniczącą klasy, bo wyraźnie ma zadatki), że wysłała maile do wszystkich koleżanek ze szkoły z uprzejmym przykazem zalogowania się na stronie. zabawa tak ją wciągnęła, że już nawet pisze za tatę do jego kolegów! a jak się zaczęłam z tego podśmiewywać, powiedziała poważnym tonem: ja mu tylko pomogłam się zalogować. a dziś moją rączką wysłał życzenia świąteczne kolegom.

moją zwykłą ludzką ciekawość w pełni zaspakaja grono. jeszcze mam facebooka, ale zapominam o nim i nie mogę zrozumieć idei takiej opcji, jak np. poke a friend. równie to dla mnie wydumane co blimp na gronie. może już za stara jestem na takie rzeczy? tak czy siak, przed naszą klasą jeszcze się bronię. ale nie mniej gorliwie niż użytkownicy tego portalu nalegam, by administratorzy podkręcili serwer, coby się strona szybciej ładowała. bo inaczej będę zmuszona założyć rodzicom jakąś blokadę czy coś!