ostatnio było trochę malkontencko, więc teraz coś dla przeciwwagi. scenki z życia:
***
ostatnie zajęcia z kursu przedmałżeńskiego.
proboszcz: mam dla was dyplomiki potwierdzające ukończenie kursu. ale pomieszały mi się pary...
(ludzie zaczynają chichotać) grześ: hm, ciekawe kto mi się trafi?
ja: lepiej nie będzie!
na szczęście każdy otrzymywał swój imienny dyplomik, proboszcz pomieszał tylko ich kolejność.
***
w pracy.
koleżanka: ten twój wywiad z kędzierskim bardzo się podobał. chcą jeszcze.
ja: dobra, ale tym razem chciałbym mieć możliwość zobaczenia filmu, o którym rozmawiam. także płatne z góry w filmach na dvd. a z kim teraz?
koleżanka: z twórcami pacificu.
ja: tego serialu?
koleżanka: no.
ja: amerykańskiego?
koleżanka: no.
ja: spielberga?
koleżanka: i toma hanksa.
ja: hm, to wiesz... zmieniam cennik: wiza, bilety lotnicze, hotel i wyżywienie oraz dwutygodniowa wycieczka objazdowa po usa.
koleżanka: ok, przedstawię im naszą ofertę.
***
w pracy.
dzwoni mama: przeczytam ci imię i nazwisko aktora, który gra doktora house'a, a ty mi powiedz jak się wymawia. h-u-g-h (to wiem, że hiu, jak hiu grant), a nazwisko l-a-u-r-r-i-e.
ja: lori.
mama: dzięki skarbie!
moja mama w 50. roku życia postanowiła rozpocząć naukę angielskiego. myślałam, że po tym, jak 5 lat temu postanowiła isć na studia, a rok temu postanowiła nauczyć się pływać, już mnie nie zaskoczy.
pozostaje spodziewać się niespodziewanego. na przykład deszczu ze śniegiem jutro... a właściwie dzisiaj. o kurczę, to już jest dzisiaj?