zapiski na styku obserwacji i prowokacji, cynizmu i liryzmu, blagi i powagi
Wpis
nie tak dawno pisałam o emo. dziś już mało kto pamięta, co to było. teraz mamy hipsterów. i choć niektórzy uważają, że ten ruch zaczął się już w latach 80. (narodziny rocka alternatywnego, w UK konkretnie było to indie), a niektórzy nawet że w latach 40. (tak, tak, przecież jazz był wówczas alternatywą taką samą, jak kilkadziesiąt lat później punk), to do polski "masowo" przyszedł niedawno. czy dostrzegacie ten paradoks? subkultura masowa... ale tak właśnie jest!
choć przyświeca im indywidualizm, oryginalność i antybrandowość (a której subkulturze nie...), to z trudem można znaleźć jakieś ich urzeczywistnienie, bo prawda jest taka, że wszyscy kupują ciuchy w tych samych sieciówkach, które wyczuły lukratywny rynek. hipsterzy bowiem zawsze mają kasę. jak geje. znacie jakiegoś biednego homoseksualistę, bo ja nie? tak czy siak w dobie wielkich koncernów ciężko być poza obiegiem, bo dziś oczy marketingowców właśnie tam są zwrócone. ciężko być niemodnym hipsterem, gdy za dwa sezony staje się trendem. nie trzeba bardzo się przyglądać, by zauważyć, że (ale to każda subkultura) występując przeciwko pewnej jednolitości tłumu, tworzy inną (każda ma przecież swoje "mundurki"). tak w kwestii stylu, jak i idei.
jednak ruch hipsterski idee zagubił chyba bardziej niż jakakolwiek inna grupa - w niedbałym, staromodnym sweterku, wielkich okularach, grzywce na bok i holenderskiej damce zabrakło tej deklarowanej podszewki dekadentyzmu, buntu czy chociażby ekologii. nie ma nic poza formą. i tak oto, o paradoksie, za wzorową przedstawicielkę ruchu można uznać... lady gagę. dla jednych kontestatorka, która tworzy nową jakość sztuki rozrywkowej, dla innych ofiara i wytwór tego showbiznesu.
śmiem twierdzić (oczywiście jest to wyłącznie moja opinia, zrodzona na podstawie wyrywkowych obserwacji, nie badań na grupie reprezentatywnej), że gros hipsterów to ofiary "mody na hipsterów". w każdym razie naszych rodzimych hipsterów, którzy wyglądają jak z żurnala i daleko im jeszcze choćby do szczątkowej kontrowersyjności lady gagi.
taki obrazek: widzę dziewczynę w star bucksie, która wygląda jakby dopiero co wstała z łóżka, chociaż te kołtuny tapirowała 2 godziny, pochyloną nad różowym mackiem, a ze słuchawek w jej uszach lecą kapele lansowane przez koncerny (bo czymże jest heineken?). jeśli to ma być alternatywa dla głównego nurtu, to ja niestety już nie odróżniam lanserów od hipsterów... najwyraźniej któraś z tych grup za mało się stara.

wzorzec hipstera (fot. pete briones)