zapiski na styku obserwacji i prowokacji, cynizmu i liryzmu, blagi i powagi
Wpis
co można napisać nowego o remoncie, czego już nie napisano?
ponoć po śmierci kogoś bliskiego, przeprowadzka na równi z rozwodem stanowią najbardziej stresujące wydarzenia w życiu człowieka. jak to ma się do remontu? jeśli w wielkiej płycie, to myślę, że będzie zaraz na czwartym miejscu. formalności, które trzeba załatwić wobec państwa i "życzliwe" zainteresowanie sąsiadów (zapomniał kowalski jak sam okna wymieniał) sprawiają, że człowiek czuje się wrogiem numer jeden - wobec instytucyji wszelakich, bo np. chce wymienić grzejnik i wobec społeczeństwa, że w ogóle śmie wbić gwóźdź w ścianę i zagłuszyć expose premiera.
samo jednak urządzanie - czyli ten etap między remontem (szuru-buru, łubudu, brzdęk brzdęk) i przeprowadzką (yyyyyyych) jest niezwykle ciekawy. i nawet przy tych wszystkich skutkach ubocznych, to cudowna odskocznia od świąt. a no tak, bo jak podkreślam co roku: nie dla marketingowca święta.przeglądanie magazynów i internetowych serwisów z aranżacjami, gazetek hipermarketów budowlanych (nie mówiąc o co rok wrzucanej do skrzynki biblii autorstwa guru niskobudżetowego designu zza bałtyku) i podpatrywanie koloru ścian w domach serialowych bohaterów może pochłonąć bez reszty. to jak budowanie z klocków lego. malowanie kolorowanek. lepienie z plasteliny. z gołych ścian i podłóg nagle tworzy się wnętrze, które ma jakiś - nie bójmy się tego słowa - charakter. myślę, że coś takiego czuł bóg, gdy stwarzał świat.
a gdy już człowiek otrząśnie się ze snów o potędze, boskich fantazji i z dylematów czy kuchnia w stylu angielskim, prowansalskim czy al dente, przychodzi ten etap, gdy trzeba jechać aż do marek po niebieskie kafelki, by kupić w końcu zielone (choć zielone były pod domem).
ale to nic przy kreatywności, jakiej wymagają dziennikarze (o klientach, którym włącza się tryb "daj mi" nawet nie wspomnę). już na początku listopada trzeba im mówić, co polacy kupią na święta. w rezultacie kupują więc to, co my marketingowcy i pijarowcy wymyślimy, wróciwszy do biur po zniczach. tu człowiek może się poczuć jak wielki kreator trendów prezentowych. prawie jak święty mikołaj, tylko bez ponoszenia kosztów, szczególnie ewentualnego rozczarowania.
i potem ten wielki kreator staje w markecie budowlanym przed feerią barw, kształtów, klas ścieralności i pozwala sobą kierować innemu wielkiemu kreatorowi. i (ceramiczne) koło się zamyka.
tak to jest, jedni kupują zielone zamiast niebieskich, a inni... bublé.

stawiamy na naturalność, łazienkę zrobimy w stylu rustykalnym.
ekhhh, z tymi kolorami ścian to mordęga. mi się właśnie przestała podobać krwista ściana, chyba zrobię ją na zielono.
zielony - mój ulubiony kolor z dzieciństwa. możesz dodać trochę niebieskiego, wyjdzie fioletowy. albo walnąć japoński ornament czy inną fototapetę z kolibrami ;)