zapiski na styku obserwacji i prowokacji, cynizmu i liryzmu, blagi i powagi
Wpis
chociaż chyba powinnam skoro znów budzi się we mnie grinch, tyle że wielkanocny. bożonarodzeniowy kradł prezenty, wielkanocny pewnie kradłby pisanki.
różnice są dwie. primo - w przeciwieństwie do grincha nie mam wyrzutów sumienia, że nie znoszę świąt i secundo - na razie nie zanosi się, abym przeszła przemianę, jak w bajce.
zero przywiązania, sentymentu, potrzeby jakiejkolwiek socjalizacji w takich okolicznościach... bycie częścią oddanej jakiemuś rytuałowi zbiorowości i biesiadowanie w polskim stylu nie leżą w mojej naturze. taki ze mnie dziki zając, nie królik domowy.