zapiski na styku obserwacji i prowokacji, cynizmu i liryzmu, blagi i powagi
Wpis
nie po raz pierwszy i nie ostatni czeka mnie noc ze statuetką. co jakiś czas przypada mi w zaszczycie odbiór nagrody dla mojej firmy, która to nagroda do dnia następnego trafia pod mój dach. po wschodzie słońca uniżenie odnoszę posążki do biura. może nie są to statuetki na miarę oscara czy nobla, a jednak za ich sprawą do mojego domu wkracza wielki świat. no i już nie wypada biegać po domu w rozciągniętym podkoszulku z kaczorem donaldem, w piżamie w pingwniki z dziurą pod pachą czy co gorsza puścić małego pierdzioszka po wielogodzinnym zadęciu na jakimś raucie.
kto mnie zna, ten wie, że na galach najbardziej lubię moment zamawiania taksówki do domu. no nie dla mnie te szyfony, czerwony dywan, potrawy z jakiejś egzotycznej trawy. zawsze uwielbiałam felietony towarzyskie iwaszkiewicza, ale szczerze mówiąc na poziomie literackiego artyzmu, satyrycznego geniuszu. ani przez chwilę nie chciałam być bohaterką jego tekstów, ani nawet obserwować tego, o czym pisze osobiście... a jednak, przyszedł czas, że niekiedy muszę. dzięki bogu, że uciekłam z branży modowej do biznesu. na imprezach dla tych drugich obsługa techniczna wygląda tak, jak vipy na imprezach tych pierwszych (szczytem dobrego smaku jest ignorować dobry smak). nie wspomnę już nawet o poziomie "modnych" konwersacji i nadreprezentacji pozorantów oraz gejów-ekshibicjonistów.
dziś znalazłam się jednak w równie ciekawym i zróżnicowanym towarzystwie. przypadło mi miejsce między prezerwatywami i krakersami. ciekawę czy to spotkanie stanie się inspiracją dla nowego smaku gumek? no i widzicie, z takimi dylematami, gdzie ja się nadaję na bankiety?
niemniej czeka mnie noc pełna uniesień. normalnie jakbym miała w sypialni torbicką i prokopa (którzy tę nagrodę mi wręczali).