zapiski na styku obserwacji i prowokacji, cynizmu i liryzmu, blagi i powagi
Wpis
zdaje się, że jedyną alternatywą dla "last christmas" wham! jest w tym roku britney spears i "santa, can you hear me". pierwszą piosenkę lubię (sic!), choć do przesady piłują ją wszystkie stacje radiowe. może więcej osób by ją na nowo polubiło, gdyby dokładnie wsłuchali się w jej tekst... to nie jest wcale taka grzeczniusia pioseneczka, na jaką wskazywałby teledysk (no to macie zagatkę na święta!). a co do spearsówny, to widziałam na youtubie taki erotyczny teledysk do tego kawałka, więc pierwsze wrażenie przeważyło na plus (zabijecie mnie, nie mogę go ponownie zlokalizować!!!)...
tym, którzy mają już dość osłuchanych, wymuskanych hitów, proponuję dzielić się opłatkiem przy bono:
(zamieszczam wraz z pozdrowieniami dla titoka!!!)
albo billym idolu (o mamo... im starszy, tym bardziej seksowny!!!):
ale numerem jeden i tak pozostaje piosenka z soundtracku do "to właśnie miłość" w wykonaniu billy'ego nighy: